niedziela, 6 kwietnia 2014

Nie budzić lwa!

Podpuściła, no podpuściła mnie szefowa na wiosenne zakupy, co zrobić. Nie planowałam tego, ale przyznaję, że nic równie wygodnego nie gościło na moich stopach od wieków. Bardzo w moim typie, stabilna szpilka i naturalna skóra w dobrym gatunku. A co Wy o nich sądzicie?


No i kolejny powód, żeby czekać na wiosnę... jakby mało by mi ich dotąd było! :-)





środa, 19 lutego 2014

Wracam do gry

Wiosna, choć luty. Ciepło. Myślę o wiosennych makijażach. Nowa fryzura już jest. Cienkie ubrania. Długie spacery w słonecznych okularach. Tak można żyć.
Wracam do gry.
Dziś czekam na moją Mię. Chodziłąm wokół niej całe miesiące, jako fanka dokładnego oczyszczania skóry i zwolenniczka nietraktowania jej specjalnie łagodnie nie mogłam przejść obojętnie obok tego ustrojstwa. Macie? Używacie? Tak chwali się producent:
http://www.clarisonic.com/shop-our-products/clarisonic-mia-887242001329.html
Ja dam znać, jak zorientuję się, czy jesteśmy kompatybilne. ;-)

wtorek, 11 września 2012

waniliowe bezy

Na ciepłe, leniwe popołudnie, do kawy na tarasie, przy której nie wolno się spieszyć... lekkie, słodkie, rozpływające się w ustach bezy. Czy można ich nie lubić?


Przepis:
3 białka
120 g cukru
1 duży cukier waniliowy
łyżeczka mąki ziemniaczanej

Ubijamy biała na bardzo sztywną pianę, dodajemy po łyżeczce cukier, cukier waniliowy, na końcu mąkę ziemniaczaną.
Pieczemy na papierze do pieczenia godzinę w 120 stopniach.

poniedziałek, 10 września 2012

przyjemność po koniuszki palców

Jakbym powiedziała, że dbam systematycznie o dłonie, to raczej byłabym kłamczuchą. Prawda jest taka, że smaruję je kremem sporadycznie, kiedy przypomina mi o tym pieczenie suchej skóry. Jednak gnana wyrzutami sumienia, świadomością własnego wieku i nadchodzącego sezonu grzewczego postanowiłam zainwestować w coś porządnego, co nie pozwoliłoby mi o sobie zapomnieć... aż tak łatwo. :-)
Wiem, że firma Vichy ma swoich zwolenników i przeciwników. Ładne opakowania, miłe zapachy i konsystencja, przemyślne kampanie reklamowe, a także fakt, że sławna woda termalna z Vichy jest zalecana w pierwszej kolejności nie do pielęgnacji skóry, tylko leczenia... chorób gastrycznych (tak, tak) mogą nieco zniechęcić. Ja jednak lubię ich produkty, zwyczajnie widzę, że moja skóra dobrze się po nich ma, więc... co ja się będę z nią wykłócać. ;-) 
Ponieważ przez całe lata stosowałam doskonały balsam do ciała Lipidose, wybór kremu do rąk nie był bardzo trudny. Padło na

Lipidose Mains. 
Krem z substancji czynnych zawiera Pro - Fibryl (???), kwas aceksamowy i witaminę A. Producent obiecuje długotrwałą regenerację dłoni, przywrócenie gładkości, łagodzenie uczucia spierzchnięcia (o, to to!) i likwidacje zaczerwienień. Ponadto kosmetyk podobno odżywia na długo i pozostawia uczucie ulgi. No zobaczymy.
Pierwsze zaskoczenie - krem jest rzadki, rzadszy od balsamu. W zasadzie to lepiej, bo ten ostatni średnio się wchłaniał, a nie mam czasu pół godziny chodzić z tłustymi rękami, ale obawiałam się o nawilżenie. Niepotrzebnie. Nawilża przepięknie, natłuszcza, pachnie delikatnie, bardzo przyjemnie. Jestem z niego bardzo zadowolona. Żeby tak raczył mniej kosztować, byłabym zachwycona. :-)
Chociaż... jest to pierwszy krem do rąk, który czuję, że działa. Za jakiś czas ocenię, czy jest wart tych prawie 40 zł.

niedziela, 9 września 2012

Jego ekscelencja w nowej odsłonie

Najbardziej popularny chyba na świecie deser wywodzący się z Włoch. Tradycyjnie pełen kremowego mascarpone, żółtek i biszkoptów, pachnący kawą i amaretto. Zrobiłam dzisiaj w wersji korzennej, zainspirowana przepyszną kawą o smaku cynamonowym.
Smakował nam bardzo, jest inny od oryginału, bardziej aromatyczny, a korzenna nuta bardzo ciekawie komponuje się z amaretto w masie.


Przepis:
500 g mascarpone
kilka łyżek amaretto (lub olejku migdałowego - jeśli deseru będą kosztować dzieci)
6 żółtek
6 łyżek cukru
szklanka mocnej kawy cynamonowej
1 opakowanie biszkoptów Lady fingers
mielone goździki
kakao

pierwsze cztery składniki zmiksowałam na wysokich obrotach. Kawę wystudziłam, połowę biszkoptów delikatnie zamaczałam w kawie i układałam na dnie naczynia. Wylałam na nie pół serowej masy, na niej ułożyłam również namoczoną kawa resztę ciastek, a następnie druga część masy. Wierzch posypałam odrobiną mielonych goździków i kakao. Podawałam schłodzone.

sobota, 8 września 2012

zapiekane jajka by Zosia

Dzisiejsze śniadanie inspirowane tym wpisem Zosi.
W kształcie serduszek, z papryką, cebulą i bagietką. Doprawione czerwonym pieprzem i koperkiem. Podane z grzankami i pomidorami z cebulką. Bardzo smakowite. :-)





piątek, 7 września 2012

Nie ma "zmiłuj"

Mam pewien problem z dzisiejszą notką.
O ile traktowanie własnej twarzy piekącymi i klejącymi substancjami mogłoby się może i spodobać jakiemuś masochiście, o tyle ja niespecjalnie w takiej działalności gustuję. :-) Z drugiej strony posiadanie gładkiej cery bez zaskórników i tfu, tfu, przebarwień, a do tego świadomość, że jest to wyłącznie moja własna zasługa jest  jednak nie do przecenienia, więc w ostatecznym bilansie, wychodzę na plus. Ale niewielki. :-)

Chciałam przedstawić moje dwa nabytki na nadchodzący sezon - krem złuszczający i emulsje z filtrem przeciwsłonecznym. Produkty oczywiście uzupełniają swoje działanie, świeżo złuszczona skóra potrzebuje maksymalnej ochrony, więc skoro zdecydowałam się na krem z najwyższym dopuszczonym do sprzedaży otwartej stężeniem kwasu glikolowego, to krem wybrałam również taki, który będzie ją chronił w najwyższym stopniu. W końcu ostatnie, czego chcę podczas tępienia przebarwień to dorobienie się nowych plamek... :-)


Ale do rzeczy - jeżeli chodzi o Glyco-A producent - Isis Pharma - dedykuje go przy następujących wskazaniach:
"- nadmierne rogowacenie naskórka (także „rybia łuska”);   
- skóra tłusta, rozszerzone pory skóry  
- trądzik zaskórnikowy  
- blizny potrądzikowe;  
- nadmierna pigmentacja; (również piegi, ostuda)  
- plamy soczewicowate, przebarwienia pozapalne    
- cellulit, rozstępy  
- uzupełnienie kuracji fotoodmładzającej    
- cera atroficzna, źle ukrwiona
- skóra szara, tzw. "cera palaczy"  
- skóra zniszczona kąpielami słonecznymi  
- usuwanie oznak starzenia się skóry;(zmarszczki, blizny)"

(info ze strony: http://www.isis-pharma.pl/Glyco-A-12-peeling-kosmetyczny-z-kwasem-glikolowy-30ml.html)

Ja zamierzam nim walczyć z zaskórnikami, plamami posłonecznymi i... zobaczymy, co zrobi z moimi pierwszymi zmarszczkami mimicznymi...

Zaleca się go stosować "początkowo co drugi dzień wieczorem. W drugim tygodniu codziennie, aż do 2 razy dziennie. Glyco-A może być stosowany oddzielnie lub jako uzupełnienie innych preparatów. Aby osiągnąć lepsze efekty nakładamy krem na dokładnie oczyszczoną skórę przy pomocy preparatu, który nie narusza jej pH, ale jednocześnie dokładnie usuwa warstwę tłuszczu. Absolutnie należy unikać stosowania mydła, którego zbyt wysokie pH mogłoby zneutralizować efekty działania kwasu.
Nałożyć warstwę kremu Glyco-A na miejsca, które będą poddane leczeniu (twarz lub inne partie ciała). Jeżeli w pierwszych minutach po nałożeniu kremu pojawi się uczucie mrowienia, szczypania należy je przeczekać. Gdyby jednak uczucie to było zbyt dokuczliwe, krem należy zmyć wodą.
Prosimy jednak stopniowo próbować pozostawiać krem na całą noc. W przypadku długiej ekspozycji na działanie promieni słonecznych należy zastosować preparaty z wysokimi filtrami przeciwsłonecznymi, najlepiej o wysokości SPF 50+."

Moja przyzwyczajana co sezon do kwasów skóra została nim potraktowana od razu hardcorowo - na całą wczorajszą noc. :-) 
Na początku - pieczenie, mrowienie, nic przyjemnego. Ustępuje po jakiś dwóch minutach, albo po wyjściu z zaparowanej łazienki do chłodniejszego pomieszczenia. ;-) Rano - skóra minimalnie ściągnięta i minimalnie gładsza w dotyku. Zobaczymy, co dalej. 

Ekran słoneczny SVR 50+ to preparat, który, jak producent obiecuje, daje maksymalną ochronę przed promieniami UVA i UVB. Zalecany jako "ochrona skóry nie tolerującej światła słonecznego, fotodermatozy, reakcje fototoksyczne, fotoalergiczne, po zabiegach dermatologii estetycznej (piling, laser)." Zawiera filtry chemiczne (Tinosorb M i inne) i mineralne (dwutlenek tytanu, tlenek cynku), a także bioflawonoidy   (informacje z ulotki). Czyli coś dla mnie, skoro już mam przed oczami wizje wyjedzonej kwasem glikolowym twarzy. ;-) 

W moim przypadku chodzi o niedopuszczenie do powstania nowych przebarwień na skórze o chwilowo osłabionej działaniem kwasu odporności na UVA/B.

Emulsja jest dosyć rzadka, mocno biała (tlenek cynku), bez specjalnego zapachu. Nakłada się bardzo łatwo, na początku lepi się, bieli i w ogóle nic fajnego... po paru sekundach wchłania się pięknie tak, że nawet te przepisowe 2 ml powinno się udać wklepać w twarz. Po kilku minutach nałożyłam na nią makijaż - trzymał się trochę krócej, niż zazwyczaj, ale zadowalająco.

Czyli cały zestaw został zaprzęgnięty do roboty, za jakis czaś dam znać, co z tego wynika...